“Nagle zdajesz sobie sprawę, że to już koniec. Naprawdę. Nie ma drogi powrotnej, jest Ci żal. Próbujesz sobie przypomnieć kiedy to wszystko się zaczęło, a zaczęło się wcześnie, o wiele za wcześnie. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że nic nie zdarza się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się tak samo. Nigdy nie wzniesiesz się trzy metry nad niebo.”
Już zdążyła szczerze znienawidzić to miejsce, a przecież uczęszcza tu czwarty dopiero miesiąc. Collage of London. Pieprzona uczelnia. Że też nie mogła zostać tam, w Wolverhampton, w prawdziwym domu, daleko stąd. Oh, ile by zrobiła by tam wrócić. Mogłaby nawet zacząć pracować jako ta niańka dla bachorów sąsiadów, ale byleby się tylko stąd wydostać. Niestety. Ona nie ma nic do gadania. Nigdy nie miała. No bo, kto liczyłby się ze zdaniem takiej smarkatej dziewuchy? Jakby mogła zapomnieć. Najważniejszy jest jej brat. To do niego należy ostatnie zdanie. Wielki Liam Payne. Gwiazda nad gwiazdami. Aż rzygać jej się chce, gdy widzi go na okładce co drugiej gazety. W dodatku z jakimiś durnymi artykułami. Bo, na litość Boską, kogo do cholery obchodzi czy jej brat śpi w gaciach czy może jednak nago?! Albo ile to razy przeleciał jakąś pannę?! Ludzie, weźcie się leczcie! Oddzielcie sprawy prywatne od tych które mogą ujrzeć światło dzienne i w ciągu sekundy oblecieć cały świat, bo inaczej sie kurde nie da!
- Kogo my tu mamy – jeszcze jego jej brakowało. Matt Collins, starszy brat Caroline, zarówno on jak i ona, są najbardziej popularnymi dzieciakami w tej budzie. Jednak to właśnie za nim szaleje cała płeć żeńska, śliniąc się na jego widok i posyłając mu zdławione uśmiechy. Dzięki Bogu jest na ostatnim roku. Z jego siostrą będzie się musiała niestety nieco dłużej pomęczyć, zważywszy na to, że są z tego samego rocznika – Charlie Payne, nieprawdaż? – uśmiechnął się sztucznie, oblizując przy tym językiem swoje idealnie białe zęby. Jego kruczo-czarne włosy były zaczesane do tyłu i doskonale podkreślały błękit oczu. Gdyby nie był takim cymbałem, możliwe, że nawet ona mogłaby na niego lecieć – Caroline tak dużo mi o tobie opowiadała.
Miło, że stałam się obiektem jej zainteresowań, chciała prychnąć, ale ugryzła się w język.
- Zresztą nie musiała. Słyszałem co ludzie tutaj, o tobie mówią Charlie. Jesteś bardzo rozchwytywaną osobą. – chwycił jej nadgarstek, mocno wbijając przy tym paznokcie, gdy ta chciała go wyminąć i po prostu uciec z tego budynku – Nie ładnie tak odchodzić w trakcie rozmowy. Gdzie podziała się kultura? Hm? Czyżby braciszek cię jej nie nauczył? – nie mogła nic powiedzieć. Nie mogła, choć rwało ją od środka. Musiała się zmienić, tak jej przecież kazano. Kiedyś chłopak już dawno oberwałby od niej w mordę – Lepiej sobie uważaj – syknął przyciągając ją do swojego umięśnionego ciała – Pozdrów ode mnie Harrego, szmato.
Potem był już tylko śmiech całej gromady, która ich otoczyła. To naprawdę było takie zabawne?
Chłopak dołączając do nich puścił jej wątłe ciało i uśmiechnął się tryumfalnie, jak gdyby wygrał właśnie zakład.
A ona?
Wystarczyło jedno słowo – i wcale nie chodziło o tą dziecinną szmatę – by całe jej, zresztą już i tak dupne już, samopoczucie szlak trafił.
Choć tego nie chciała, to właśnie to, a może raczej on, był jej słabym punktem.
Kulminująca w niej wściekłość, zaczęła przeradzać się w frustrację, frustrację wymieszaną z niesamowitym do opisania bólem.
I co teraz powinna zrobić? Odpłacić mu się? Zalać się płaczem? A może po prostu stąd wybiec, dając mu tylko kolejny powód do satysfakcji.
Ale tego nigdy się nie dowie. Jakikolwiek byłby jej plan i tak zostałby przerwany przez wpadającego do szkoły, wysokiego blondyna o jeszcze głębszych, niebieskich tęczówkach niż u jej dręczyciela.
- Jeszcze jedno słowo stary – warknął podchodząc do chłopaka, któremu już zdążyła opaść kopara. Dzieliło ich zaledwie pięć centymetrów, a Charlie mimo to wszystko co się wydarzyło, modliła się aby jej przyjaciel nie wszczynał bójki – A obiecuję ci, że nieźle tego pożałujesz – obejrzawszy się przez ramię, utkwił wzrok w zaróżowionej twarzy brunetki i ustach bezgłośnie błagających o szybkie wyjście i zostawienie tego gówniarza w spokoju. Miała nadzieję, że doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji jakich się doczeka, jeżeli kiwnie choć palcem. Chociaż ona najchętniej użyłaby całej pięści – Idziemy – spluwając na stojącego jak słup Matt’a, chwycił brunetkę za przedramię i nie oglądając się za siebie, pociągnął w stronę wyjścia, a następnie wręcz wepchnął do czarnego mercedesa, stojącego na szkolnym parkingu.
Zawsze broniła się i błagała by żaden z piątki tej bandy nie ważył się postawić chociażby nogi na terenie uczelni. Teraz jednak była wdzięczna, że jej nie posłuchali.
- Wszystko ok.? – jego głos, nie aż tak ochrypły, wypełnił wnętrze samochodu, w którym od dobrych kilku minut panowała niezręczna cisza. Ale tak szczerze, co miała mu do cholery powiedzieć?
- Tak, tak – sapnęła spoglądając na swoje splecione dłonie. Zauważyła, że chyba jako jedyna w szkole nie używa lakieru do paznokci, nawet te dziewczyny, nazywane kujonami, wiedziały do czego służy – Dzięki. Za to, że tam wszedłeś. I… Wiesz, że nie musiałeś…
- Musiałem. Nikt nie może tknąć mojej małej siostrzyczki – syknął, a na jej twarzy mimowolnie pojawił się mały uśmiech. Już odkąd się poznali, traktują się jak rodzeństwo, mimo, że tak naprawdę nimi nie są. I choć w domu właściwie wszyscy się tak zachowują, tylko on nazywa ją swoją siostrzyczką, prócz Liam’a oczywiście – Jesteś pewna, że nic…
- Tak staruchu, wszystko w porządku – zaśmiała się, chyba pierwszy raz od kilku dni, ale nic nie mogła poradzić na to, że on tak po prostu na nią działał. W końcu był jej najlepszym przyjacielem – Tylko bardzo bym cię prosiła…
- Abym nie wspominał twojemu bratu o tym incydencie. Jasne. Młoda, wiesz, że możesz mu o tym powiedzieć. Może poszukamy innej szkoły, może gdzieś poza miastem, jeżeli w tej nie czujesz się dobrze…
- Nie Niall, koniec z jakimikolwiek przenosinami. Mam ich już serdecznie dosyć. Dam radę. Chyba.
- W najgorszym wypadku, ktoś skończy z zakrwawionym ryjem.
- Proszę? Za kogo ty mnie masz?
Jej oczy rozświetliły się gdy na niego spojrzała. Choć na parę chwil zniknął z nich smutek, a ona zapomniała o sytuacji, która miała miejsce kilka minut temu.
- Za tą pyskatą małolatę, która rozbijając krzesło o ścianę, goniła mnie z jego jedną nogą tylko dlatego, że wpadłem na pomysł aby z jej stanika zrobić sobie procę w czasie bitwy na żarcie.
- Miałam wtedy piętnaście lat! I wcale nie rozbiłam krzesła o ścianę!
- Nie, masz rację, ono samo na nią wskoczyło. To na pewno z zazdrości, że to ona dysponuje tak smukłą figurą.
"Bo widzisz, prawdziwa przyjaźń nie kończy się nigdy. Nic nie jest w stanie jej zachwiać - żadne kłótnie, wątpliwości czy inne problemy. Nawet odległość nie może być przyczyną do jej zerwania. Kilometry nie są dobrą wymówką do zakończenia znajomości. Bo gdy zależy ci na kimś, starasz się, niezależnie od tego, co was dzieli. Najważniejsze jest to, co was łączy..."
_________________________________________
Tadam i oto rozdział numer dwa. Mam nadzieję, że nie jest aż tak masakryczny jak mi się wydaje.
Kochani chciałam Wam MOCNO podziękować za komentarze pod poprzednim postem, to dla mnie naprawdę dużo znaczy. Wiecie to, że ktoś prócz mnie czyta te wypociny. A w dodatku wam się podobało. Więc naprawdę BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ! ;*
Super! Niall... słodko :) Dobry z niego przyjaciel^^ Ugh jak ja nienawidzę takich dupków jak ten Matt! Masakra. Myśla, że są nie wiadomo kim. A co do Charlie, to jestem ciekawa dlaczego nie chce powiedzieć swojemu bratu o tej sytuacji... nie ufa mu? Czy to z powodu swojego brata musiała sie przenieść do Londynu? Jak tak, to po co?
OdpowiedzUsuńCzekam na next z niecierpliwością :) Dodaj go szybko, bo to jest
S
U
P
E
R
!
!
!
Love you ;*
Nicol <3
http://harrykochakotki.blogspot.com/
I Znowu kolejny świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię twoje fan fiction i już nie mogę doczekać się
kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam :)
Boskie, cudowne, geniallne! Chcę nexta! Chcę pisać jak ty :) Nie wiem jak to robisz, ale wszystko co piszesz jest wspaniałe
OdpowiedzUsuńYour Katniss;*
because-of-your-love.blogspot.com
Hm... zadręcza teraz mnie jedno pytanie : Czemu Charlie nie ufa swojemu bratu?
OdpowiedzUsuńAle na te pytanie za pewne odpowiedz znajdę w twoich kolejnych, cudownych rozdziałach :) Ach, no i ten Harry, w poprzednim rozdziale był jakiś dziwny...
Niall...słodziak <3 Widać że Charlie brakuję takiego przyjaciela jakim jest blondasek ;)
Tak i znów za bardzo się zamyśliłam...
Nie mogę się doczekać następnego, świetnego rozdziału :)
Życzę dużo weny na pisanie, do następnego :* :)
Świetny :)
OdpowiedzUsuńHej hej :)
OdpowiedzUsuńMam dla ciebie nominację!!! Zostałaś nominowana do Libster Award :) Po pyatania zapraszam do siebie! :D
http://harrykochakotki.blogspot.com/
Nicol <3
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńrozdział PER- FECT !
OdpowiedzUsuńliczę że szybko dodasz next :*
Nominowałam Twój blog do Versatile Blogger Awards :* więcej informacji
--> http://a-walk-a-remember.blogspot.com/2014/01/versatile-awards.html
Mam dla cb nominację do Liebster Award.
OdpowiedzUsuńSzczegóły poznasz na moim blogu serdecznie zapraszam :)
summerstarslove.blogspot.com/