15 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ
Jak widzicie powyżej wszystko zależy od Was :) 10.07 wyjeżdżam za granicę na dwa tygodnie, więc w tym czasie rozdział się nie pojawi. Za co przepraszam, bo na ten też strasznie długo się naczekaliście. Ale jeżeli do czwartku uda Wam się dobić do 15 - rozdział się pojawi :)
***
Wiesz czego pragnę? Żeby wszystko w końcu było okej. Żebym mogła zasypiać z myślą, że jestem cholernie szczęśliwa, że już na drugi dzień znów będę mogła Go zobaczyć, przytulić, złapać za rękę i powiedzieć mu ile dla mnie znaczy. Bym mogła nosić Jego za dużą bluzę, która przesiąknięta będzie Jego zapachem. By On śmiał się ze mnie, gdy palnę jakąś głupotę, by siedząc mu na kolanach On bawił by się moimi włosami. Po prostu niech w końcu będzie przy mnie i już nigdy nie odejdzie.
- Liam? – wyszeptała, choć jego imię ledwo przechodziło przez jej usta. W dodatku prawdopodobnie gdyby nie to, że Styles ciągle trzymał jej nadgarstki, już dawno runęłaby na ziemię – Co ty tu robisz?
Widząc jak brunet stacza się z wzgórza, biegnąc tu ile sił w nogach z czerwoną ze złości twarzą, mimo wszystko czuła jak całe jej ciało sztywnieje. Ciekawe jakie tym razem kazanie jej urządzi.
- Co ja tu robię?! – Nie myliła się. Chłopak był wściekły a to, prawdę powiedziawszy, niecodzienny widok. W końcu to TEN spokojny Liam Payne – Chyba raczej co WY tu robicie?! Dzwonię do każdego z was od równej godziny! I nawet za setnym razem nie otrzymałem żadnego znaku życia!
No tak. Gdyby tylko ona jeszcze miała swój pieprzony telefon!
- Jak nas znalazłeś? – wycedziła w końcu, wyrywając się z rąk chłopaka, który z zażartością toczył walkę na spojrzenia z jej bratem. Co jest grane? No i jak mu się do cholery udało ich namierzyć? No bo na litość, to miejsce nie jest jakoś szczególnie odwiedzane przez ludzi.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! – dźwięk jaki wydobył się z jego gardła daleko odbiegał od ludzkiego głosu. I choć właśnie w tej chwili to na tym Charlie powinna się skupić, ta jedyne o czym potrafiła myśleć to, to jak bardzo chłopak przypomina jej swoich rodziców. Ojca w postawie, w tym jak marszczy brwi i nerwowo pociera czoło, a matkę w całej nerwowości, wybuchowości jakie go napadają – To w tej chwili akurat nie jest ważne!
- Pytałam o coś – I chyba najgorsze jest, że to właśnie z matką nigdy nie potrafiła sobie poradzić. Tak więc teraz, robiąc krok do przodu, z całych sił próbowała ukryć dygotanie swoich dłoni. Nie bój się. Nie pozwól, by to zauważył – Jak nas znalazłeś?
- No, dawaj! – śmiech Styles’a jeszcze bardziej wytrącił ją z równowagi. Teraz nawet zaczerpnięcie zwykłego oddechu było dla niej zbyt trudne. On wie? Dzwonił po Liam’a? – Powiedz jej!
Jezus Maria, co się tu do cholery dzieje?!
- Charls do wozu, już! – Już biegnę, przemknęło jej przez myśl, ale oczywiście zabrakło jej odwagi, by powiedzieć to na głos. Zamknęła jedynie swoje brązowe oczy i spuszczając głowę, pozwoliła by kaskada ciemnych włosów zasłoniła jej twarz – Z tobą Harry policzę się w domu!
- Co masz powiedzieć? – cichy szept, zagłuszony przez wiatr, wydobył się z ust Charlie, dopiero gdy uświadomiła sobie, że łzy na jej policzkach ciągle spływają i wcale nie zaprzestały wydostawania się spod powiek, a wręcz przeciwnie.
- Do samochodu, Charlie! – Tak. Cała matka. Jeszcze tylko mi przywal. Będziecie jak dwie krople wody… Jej by się to w końcu spodobało. Sytuacja w której może dać upust wszystkim emocjom. Może się rzucać, krzyczeć, a wina i tak spadnie na mnie.
- Nie masz prawa mi rozkazywać – warknęła, ocierając rękawem mokre ślady na swojej twarzy. Nie miał prawa. Jest pełnoletnia. Nie jest jej ojcem.
-Siostra, proszę. – Chyba się przesłyszała… Siostra? Siostra? A więc teraz się do niej przyznaje? Teraz się jej nie wstydzi? Ach no tak, przecież nie ma żadnej publiki.
- Nie! – gorzki śmiech brunetki rozniósł się echem, gdy dwójka chłopaków, kiedyś dla niej najważniejszych, a teraz niemalże obcych, wpatrywała się w nią w grobowej ciszy – Zostaw mnie w świętym spokoju! Wszyscy mnie zostawcie!
- Charlie! – Teraz ty próbujesz?
- Nie. Zbliżaj. Się. Do. Mnie. – wycedziła niemalże dławiąc się każdym słowem i robiąc kolejny krok do tyłu odrzuciła wyciągniętą w jej stronę, dłoń Styles’a. Chłopakowi, choć bardzo tego chciał, nie umknął jad jaki wypełnił jej głos – Nie wiem w co się wplątałeś. Naprawdę tego nie wiem! Ale szczerze? Nawet nie chcę. Gówno mnie to obchodzi.
- Proszę porozmawiaj ze mną…
- Co się tu do cholery dzieje?! – Payne ruszył do przodu, dostatecznie oddzielając swoim ciałem dwudziesto-jednolatka od swojej siostry. Choć był na nią wkurzony i to nieźle, nie potrafił zapomnieć faktu, że kiedy tu przyjechał Styles niemalże wgniatał ją w drzewo – Harry, kurwa mać! Charls do samochodu.
- Proszę – On go błaga… Chyba koledzy z wyższych sfer coś mu do żarcia dosypali – Pięć minut. Daj mi tylko dokończyć – przedarł się ponad ramieniem Liam’a, zawzięcie wbijając wzrok w bledniejącą dziewiętnastolatkę.
Nie daj się. Po raz kolejny będzie pieprzyć bajeczki wyssane z palca.
- Jeżeli zaraz ktoś mi nie wyjaśni o co do kurwy nędzy chodzi, to przysięgam, że zakończę ten cyrk raz na zawsze – Ale teraz mógł gadać, krzyczeć i wrzeszczeć. Bo prawda była taka, że tamta dwójka wcale go nie słuchała. Byli zbyt zajęci patrzeniem na siebie, jakby to właśnie w swoich oczach starali się znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania.
- Ness, proszę. – Słyszałaś? On cię prosi. Ness.
- Ja…
- Tylko pięć minut – Zależy mu – Potem skoro chcesz, dam ci spokój, obiecuję. Ale proszę, daj mi dokończyć.
- Harry… - niemal jęknęła, przeczesując palcami swoje, rozwiewane przez wiatr, kasztanowe włosy – Liam, mógłbyś nas na chwilę zostawić? – zwróciła się do brata siląc się na uprzejmy ton. I może by jej wyszło, gdyby nie ten paskudny grymas, który zagościł na jej twarzy – Przyjdę do ciebie.
Przed chwilą mało co się nie pozabijaliście, a teraz oczekujesz, że odejdzie z uśmiechem na ustach?
- Przysięgam – dodała.
- Jak powiedziałeś. Macie pięć minut – burknął Payne zaciskając pięści po bokach tak, że jego kostki zbielały już doszczętnie. Ale zaledwie po kilku sekundach Charlie jedyne co była w stanie dostrzec, to jego brązowa czupryna znikająca za kolejnymi konarami drzew.
- Tak bardzo cię… - Harry z nieukrywaną ulgą zbliżył się do dziewczyny. Niestety jego entuzjazm znikł równie szybko jak się pojawił. Wystarczyło tylko, by ta krucha istota przed nim, dźgnęła go palcem w klatkę piersiową i z zaczerwionymi policzkami wysyczała:
- Nie wierzę ci, Styles.
- Wiedziałem, że… - Nie wierzę ci. – Czekaj, co?
Ten dzień chyba nie mógł być gorszy, prawda? Co jeszcze się kurwa stanie, co?
- Nie wierzę, jasne? – zniżyła ton swojego głosu, widząc, że brunet przed nią niemalże zmusza się, by nie przygwoździć jej, po raz kolejny tego dnia, do pierwszej lepszej rzeczy – W tę całą bajkę z McCartney’em. To przecież chore. To był wypadek…
- Nie wierzysz? – prychnął przeciągle. To są chyba jakieś jaja! – Nie wierzysz czy nie chcesz wierzyć?!
- On taki nie jest – Charlie zaczerwieniła się jeszcze bardziej, sama dokładnie nie wiedząc czemu. W końcu Harry miał rację, ona nic o nim nie wiedziała. I przecież facet kazał jej zniszczyć karierę chłopaka. To chyba coś oznacza, no nie?
- Znowu się zaczyna – zimne jak lód, oczy bruneta wypalały dziurę w skórze dziewczyny. Chciał to skończyć raz na zawsze. Chciał żeby było dobrze. Ale nie! Ona po raz kolejny mu na to nie pozwalała! – Właśnie na to dałaś mi te pięć minut?! Na wykłócanie się?
- Nie rozumiesz, że to co powiesz i tak nie ma już najmniejszego sensu?! – Nie chcę tego słyszeć! Po prostu nie chcę! Nie dam rady!
- Ma! Oczywiście, że ma!
- Nie. Przykro mi… - kolejny krok do tyłu, kolejna łza na policzku. Ale jakimś cudem… Tak nagle… Mimo wszystko… Ogarną ją spokój. A na kolejne słowa chłopaka uśmiechnęła się lekko. I wcale nie zdziwiła się, gdy on popatrzył na nią jak na idiotkę.
- Co ty znowu pieprzysz?!
- Ja wyjeżdżam, Harry… Na stałe.
Jedno pytanie. Potrzebujesz kogoś, czy potrzebujesz mnie?
Zajebiste :x
OdpowiedzUsuńja chce następny :**
OdpowiedzUsuńBoze, harry zrob coś no wytlumacz jej to wszystko no :cc
OdpowiedzUsuńOooo matko O.O jedyną wadą jest to,ze rozdział jest za krótki
OdpowiedzUsuń:( kocham to opowiadanie
OdpowiedzUsuńo kurde... czemu tu tak mało komentarzy?! Ludzie ewidentnie nie doceniają tego opowiadania. Naprawdę jedno wielkie wow! Tyle niezwykłych emocji i to tak skrajnych, że sama nie wiem co myśleć. Te ich wszystkie słowa, dialogi.. Coś niesamowitego. Zastanawia mnie czemu Hazza po prostu w jakiś sposób jej tego nie udowodni. Czemu on się dziwi, ze dziewczyna mu nie wierzy? Po tym jak się zachowywał i tym ile czasu spędza teraz z szefem? On myśli, ze co.. powie jej swoją prawdę, a ona wskoczy mu w ramiona w podzięce...? To się zdziwisz Styles.
OdpowiedzUsuńJejku mam nadzieje, że ludzie się zepną i zaczną wreszcie komentować jak należy, bo niecierpliwie czekam na następny rozdział!! <33
Buźka! :*
Dawaj nexta! <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńJak moglas na takiej akcji zakonczyc rozdzial :'(?!
OdpowiedzUsuńCzemu teraz zakończyłaś??? Co będzie dalej???
OdpowiedzUsuńOn chyba na to nie pozwoli...przecież jest w nim choć cząstka człowieczeństwa...nie uwierzę że on nie ma serca...! On nie może pozwolić jej jechać :)
Czekam na następny:)
Monia :)
Harry Cie kocha kobieto!
OdpowiedzUsuńUwielbiam to! *.*
OdpowiedzUsuńChcemy nastepny ! Chcemy nastepny ! :D
OdpowiedzUsuńHarry zrób coś żeby nie wyjechała !!
OdpowiedzUsuń