WAŻNA NOTKA POD SPODEM + 15 KOMENTARZY NOWY ROZDZIAŁ
Uważasz, że jest słaba, bo po jej policzkach spływają łzy. Lecz ta sama dziewczyna budzi się każdego ranka chociaż wie, że będzie to kolejny pusty dzień. Uśmiecha się, chociaż jej serce rozdziera się z bólu. Żyje, chociaż każdego wieczora pragnie śmierci. Nie wiedziałeś o tym? No właśnie, jest silniejsza niż myślisz.
*retrospekcja*
Jednak pomimo późnej godziny i niezbyt dogodnych warunków atmosferycznych na ulicach przedmieścia roznosił się cichy tupot stóp uderzających o zimny asfalt. Ale teraz, nawet ci, którzy naprawdę z całych sił wytężaliby wzrok, nie potrafiliby dostrzec trzęsącej się szesnastolatki, biegnącej przed siebie jak na złamanie karku i niewiele starszego od niej chłopaka podążającego za nią krok w krok.
- Stój! – warknął w końcu brunet, próbując zatrzymać potok przekleństw cisnących mu się na usta – Powiedziałem stój, do cholery!
Kucyk brązowych włosów dziewczyny, w szybkim tempie kołysał się z boku na bok, gdy ta wymachiwała rękami, jakby próbowała choć trochę odgonić od siebie szarą mgłę, uniemożliwiającą jej skuteczne widzenie.
- Charlie, zatrzymaj się w tej chwili!
- Pieprz się dupku! – głos wypełniony rozpaczą i obrzydzeniem, jeszcze przez kilka sekund odbijał się echem w głowie chłopaka. Słysząc jak wielką odrazę do niego żywiła, czuł palący wstyd i wściekłość. W dodatku, nie na nią, a na samego siebie.
W ciągu ich maratonu okna pobliskich domów buchały co chwilę jasnym płomieniem, utrudniając mu tym samym odnalezienie niewysokiej, ciemnej sylwetki dziewczyny…
Zbudzeni mieszkańcy – tylko tego było im jeszcze trzeba.
- Proszę cię, stój!
Czując pod nogami miękkość trawy, Charlie – niczym zawodowy sprinter – wpadła na teren tutejszego parku. I nawet teraz, pomimo tej okropnej pogody, nie potknęła się ani razu.
W końcu znała to miejsce jak własną kieszeń.
- Bo co?! Poskarżysz się mamusi?! – zadrwiła głośno, dobrze wiedząc, że tym jeszcze bardziej wkurzy chłopaka. On, podobnie jak ona, był zbyt podatny na czyjeś słowa.
- Charls…
Slalomy pomiędzy drzewami coraz bardziej pozbawiały ją sił. Kropelki potu zagościły w kącikach jej czoła, a oddech stawał się coraz bardziej porwany. Może i nie powinna się tak zachowywać. W końcu, czego ona się spodziewała.
- Jesteś dokładnie taki sam jak ona, Liam… - kłamliwy, chamski, prostacki i zależy ci tylko i wyłącznie na zdaniu innych! Skoczyłbyś nawet w ogień, tylko i wyłącznie dlatego, że ludziom, by się to podobało… Ale tego już nie dodała. Bo po co?
- Boże, błagam cię, skończ! – syknął, wyobrażając sobie prawdopodobne zakończenie tej niezbyt miłej rozmowy...
- Lubisz mnie poniżać, prawda?! – Charlie nie dawała za wygraną. Pomimo całej rozpaczy, złości, zażenowania, a co najważniejsze – bólu, cały czas biegła dalej. Wszystko po to, by być jak najdalej od niego – Wysłuchiwać jaka to jestem beznadziejna! Czysta przyjemność, przyznaj!
- Przestań… - słysząc szmer liści, dobiegający za jego plecami, odwrócił się na pięcie, a jego oczy od razu napotkały lśniące spojrzenie nocnych tęczówek dziewczyny, wyglądającej niemal jak jego kopia, tyle, że w damskim wydaniu.
- Masz to we krwi! – ale to nie był głos, który zawsze wydobywał się z jej ust. W ogóle… Osoba przed nim nie była już tą samą, jego malutką siostrzyczką, którą zawsze należało uciszać. Która nigdy nie miała prawa wyrazić swojego zdania. Która milczała przez większość swojego życia… Bo tak jej nakazano…
Nie.
Osobę przed nim wręcz rozrywało z wściekłości, a emocje, które tak długo w sobie dusiła, w końcu wychodziły na światło dzienne. I wcale nie było to przyjemne widowisko.
Wyobraźcie sobie… Przez miesiące czy – jak w tym wypadku – lata kumulujecie w sobie wszystkie cierpienia jakie znosicie. Wszystkie wasze porażki, bóle, rozpacze… Czujecie jak wasze serce z dnia na dzień rozpada się coraz bardziej, na jeszcze mniejsze kawałeczki, ale mimo wszystko, nic z tym nie robicie… Bo nie chcecie sprawiać przykrości innym… Bo widok rozczarowanych wami twarzy jest nie do zniesienia… Ale ile tak można żyć? Ileż można to wytrzymywać?
- Charlie, do cholery…
- Wielki pan „Wschodząca gwiazda”! – robiąc krok do przodu, kosmyki jej spiętych włosów, wysunęły się z kucyka, opadając na czerwoną, ze złości i wysiłku, twarz szesnastolatki – W dupę sobie tę swoją karierę wsadź!
- Zamknij się… - wychrypiał, czując uderzenie pięści o swoją klatkę. Niby nie mocne, ale pod wpływem szoku, zachwiał się lekko. Przy okazji zdał sobie też sprawę, że już za chwilę, Charlie nie będzie jedyną osobą tutaj, która straciła nad sobą kontrolę.
- Pieprzony synalek mamusi… - tego było za wiele…
- Powiedziałem, że masz się kurwa zamknąć! – warknął, zamykając w mocnym uścisku oba nadgarstki swojej siostry.
Wiedział, że sprawiał jej ból. Wiedział to doskonale. Ale zupełnie mu to nie przeszkadzało.
A kiedy wykręcił lekko jej dłoń, głośny jęk wydany przez dziewczynę, tylko pchnął go dalej do przodu.
- A co zrobisz? – szepnęła, walcząc z łzami, cisnącymi się jej do oczu. Nie mogła się poddać. Nie tym razem. Już mu się nie da. Nie da nikomu – Uderzysz mnie? No śmiało… - zacisnęła na moment oczy, gdy uścisk chłopaka zaczął się zacieśniać – Wal!... To ci na pewno doda męskości.
- Przeginasz młoda…
Pamiętasz, czego uczył cię Harry? Facetów łatwo załatwić. Wystarczy się tylko dobrze skupić, a reszta pójdzie z górki.
- Nie, Liam…. Ja się dopiero rozkręcam.
I już po chwili słychać było jedynie satysfakcjonujący – dla niej – syk Liam’a. Wystarczyło tylko, by jej kolano spotkało się z jego kroczem, a gdy tylko zdołała mu się wyrwać i chłopak zgiął się w pół, przyłożyła łokciem w sam środek jego pleców… Teraz to on był tym bezbronnym.
- Jesteś skończonym dupkiem, braciszku. Kimś, kto nie zasługuje na ani odrobinę szacunku…
- Dlaczego?! – zaśmiał się gorzko, zaciskając dłonie w pięści, jakby tylko w ten sposób powstrzymywał się od tego, by nie odwdzięczyć się dziewczynie w podobny sposób – Bo osiągnąłem coś, na co ty nigdy byś się nie zdała?!
- Nie! Ponieważ, wyzwałeś swoją własną siostrę od dziwolągów i chorych psychicznie! W dodatku na wizji!
*koniec retrospekcji*
W czasie kiedy Charlie próbowała przeprowadzić jak najcichszą rozmowę telefoniczną ze swoim jakże miłym szefem, jej towarzysz, odchodząc od zmysłów – i szarpiąc się niemiłosiernie za włosy – wpatrywał się w nią niczym w obrazek, a to jedynie po to, by wyłapać każdy, nawet najmniejszy strzępek jej konwersacji.
Dlaczego kurwa mać ten chuj do niej dzwoni?!
Czuł jak fala wściekłości zalewa jego całe ciało. Złość i zazdrość – od której nie potrafił się odgonić – pozbawiła go jasności myślenia. Dlatego też, nawet nie zauważył kiedy pod wpływem tego wszystkiego, wyrwał dziewczynie telefon, wyłączając go uprzednio i wciskając jak najgłębiej do swojej kieszeni.
- Co ty robisz? – szept, to jedyne na co było ją stać, kiedy zszokowana i zirytowana dostrzegła napiętą szczękę chłopaka.
- Kto to był?! – warknął, choć i tak znał już odpowiedź... Największy skurwiel w całym Londynie – jak nie na świecie – naprawdę do niej dzwonił…
- Nikt ważny – nachyliła się, wyciągając rękę i próbując w jakikolwiek sposób odzyskać swojego IPhona, niestety na marne.
- Zadałem ci proste pytanie. Kto to był?! – Charlie z szeroko otwartymi oczami zauważyła, że po raz pierwszy od jakiegoś czasu, głos chłopaka drżał, tak po prostu drżał…
On się bał.
I aż cisnęło ją za serce.
Co jest do cholery?!
- Może inaczej – prawdopodobnie domyślając się nad czym osoba przed nim tak zawzięcie myśli, syknął jadowicie, mając nadzieję, że to odwróci jej uwagę – Skąd on ma twój numer?
Oh tak, a oto kolejna rzecz o której Styles nie miał najmniejszego pojęcia:
- To mój szef
Chuj przez którego ona prawie zginęła to jej szef...Ktoś jeszcze ma dla mnie jakieś cudowne wieści?!
Nie wiem, czy jest gdzieś limit cierpień przypadających na jednego człowieka. Podobno dostajemy ich tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć.
____________________________________________
Kochani moi, ja naaaaaprawdę bardzo Was przepraszam... BAAARDZO, za tak dłuuugie opóźnienie pojawienia się rozdziału. Naprawdę. Nie będę się tłumaczyć, ani nic, bo to na darmo, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie i że nie zrezygnujecie z dalszego czytania tego opowiadania.
Kolejną sprawą jest fakt, iż w tym rozdziale jak się pewnie domyśliliście, choć po części zostały wyjaśnione stosunki pomiędzy naszym głównym rodzeństwem... I jak reakcje? : )
No i oczywiście, co sądzicie o McCartney'u?
Liczę na Wasze szczere opinie
xx
Nie wiem od czego mam zacząć...
OdpowiedzUsuńWydaje się, że to ff ma tyle zagadek i sekretów, które dopiero teraz powoli zaczynają się rozwiązywać i bardzo, bardzo mi się to podoba. Nic nie jest takie oczywiste i dzięki temu wydaje mi się, że jeszcze niecierpliwiej czekamy na kolejny rozdział.
Ja jestem w stu procentach oczarowana tym jak piszesz. Każde słowo jest takie....magiczne...a opisy są takie realne.
Nie wiem już co mam sądzić o Liamie bo teraz trochę mnie wkurzył. Nie wydaje mi się, że pomiędzy nim, a Charlie jest jakaś dobra relacja. No i w ogóle co to znaczy, że Charlie prawie zginęła przez tego całego McCartneya? Z każdym rozdziałem coraz więcej pytań...
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział bo totalnie zakochałam się w tym ff.
Ojeju jak dawno rozdziału nie było. Ale warto było czekać ;)
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńKurde, ale się porobiło... Kochana ja nie wiem jak Ty to robisz, ale jak tylko zdam sobie sprawę, że czegoś się dowiedziałam, że doszłam do jakiegoś rozwiązania, pomysłu na to co stworzysz, to Ty wyjeżdżasz z kolejną tajemnicą, sekretem, wątkiem i kompletnie wszystko o czym myślałam traci jakikolwiek sens, a jedyne co pozostaje to zacząć kombinować od początku :) To jest po prostu niesamowite, ale w każdym rozdziale dodajesz nowe wątki, które uzupełniają całą układankę. Po prostu wow :D
OdpowiedzUsuńRozdział czytało mi się rewelacyjnie. Na początku ta retrospekcja, która pokazała nam trochę relację rodzeństwa. Muszę przyznać, że oboje mają nieco racji i jak postawić się po stronie Liama czy jego siostry to każde z nich po części ma racje.
Na reszcie, ku mojej radości, powrócił też (mam nadzieje, że nie przelotnie) wątek tego całego artykułu :) Kurde postać McCartney'a trochę mnie zaczyna przerażać.. A ostatnie zdanie, kończące rozdział tylko dolewa oliwy do całości! I Ty narzekasz na moje zakończenia Recovery!!? Sama kochana lepsza nie jesteś ;p
Teraz czekam z niecierpliwością na następny rozdział! <3
Całuję ;**
opłaciło sie tyle czekac
OdpowiedzUsuń:***
Kocham to opowiadanie i czekamna nexta :*
OdpowiedzUsuńBoże.. Przeczytalam wczoraj wszyskie rozdziały i normalnie czułam jak to by sie dzialo naprawdę.. Nie mam pojęcia jak takie cos sie tworzy.. Te sekrety, tajemnice, zagadki BOOOOOSKIE *-* Jednak Oliwia miała racje piszesz swietnie <3 Czekam na next :)
OdpowiedzUsuń*-------*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! Kocham tego bloga! Dodaj szybko next ;* <3
OdpowiedzUsuńKocham to <3
OdpowiedzUsuńJej dopiero zaczelam czytac ale bardzo mi sie podoba :D
OdpowiedzUsuńCo ??!! Ale ze jak to??? Cudny rozdzial
OdpowiedzUsuńAwwww on jest zazdrosny :D
OdpowiedzUsuńTak tak tak ja chce juz nastepny !!!!
OdpowiedzUsuńBoski boski boski ! Nie wiem co innego moge powiedziec !!! :D
OdpowiedzUsuńomg wspanialy asdfghjk xo
OdpowiedzUsuń